Oblicza dyktatury.

Oblicza dyktatury.

dziennikpolski24.pl

Powakacyjna, polska scena polityczna zaczyna się budzić. W końcu to czas długo zapowiadanych zmian zarówno na prawicy jak i opozycji demokratycznej. Patrząc na to wszystko nasuwa mi się kilka nieciekawych spostrzeżeń co do naszej przyszłości.


Gdy coraz bardziej bezczelnie rozdziera się nasze pieniądze w zarządach państwowych spółek w tle toczy się walka o przyszłą władzę na prawicy, a opozycja demokratyczna dogorywa w smrodzie stołecznych ścieków. Umiera też piękna idea ruchu 10 milinów obywateli, którzy głosowali w wyborach prezydenckich przeciwko PIS. Dlaczego umiera w tak mało spektakularnej atmosferze? Nie wiem, kto lub co stoi za awarią kolektora ściekowego w Warszawie, ale wydarzenie to dziwnie pokryło się ze startem wspomnianego wcześniej ruchu Trzaskowskiego. Pojawiły się w związku z tym teorie o sabotażu, które nie są pozbawione logicznych przypuszczeń. To nikt inny jak Zjednoczona Prawica była by najbardziej stratna na starcie "Nowej Solidarności", który to ruch miał powstać 5 września. Każdy zaś dzień zwłoki powoduje realny spadek entuzjazmu 10 milionów wyborców będących oponentami "dobrej zmiany". Mówiąc wprost zawiedzione społeczeństwo rozchodzi się.

Swoje obawy opisywałem w artykule "10 milionów gniewnych ludzi" tutaj. Dziś owe obawy się ziszczają. Entuzjazm i siła tworząca ogromny kapitał do zmian został w dużej części zmarnotrawiony. Było jasne, iż Zjednoczona Prawica nie pozostawi tego projektu swojemu losowi. Jeżeli ZP w wyborach prezydenckich mając za sobą całą machinę urzędniczą i propagandową państwa zdołało uciułać tylko o włos więc głosów w swoistym, lipcowym plebiscycie, to jednoczący je ruch mógł stanowić śmiertelne zagrożenie dla dalszego istnienia ZP u władzy. Wypadek z kolektorem ściekowym stał się więc cudem, który uratował ZP od upadku. Przypadek? Może. Ja jednak w przypadki nie wierzę.

Być może dlatego bardzo zniesmaczyło mnie oświadczenie Cezarego Tomczyka, który jako szef sztabu Rafała Trzaskowskiego zapewniał mnie w Kaliszu o unikalności tworzącego się ruchu obywatelskiego i o chęci podtrzymania jego oddolnego charakteru. Dziś, tj. 7 września u redaktora Piaseckiego w TVN24 wyznał z rozbrajającą szczerością, iż ten gigantyczny kapitał zostanie w zasadzie wciągnięty w kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej w wyborach za 3 lata?
Pozwolę sobie tutaj na indywidualne zarzuty wobec Pana Tomczyka?
1. Skąd pewność, iż za 3 lata ci ludzie nadal będą czekać  w gotowości do działania?
2. Skąd pewność, iż wyborcy ci będą chcieli wspierać PO, która ich wcześnie zostawiła samym sobie?
3. Czy zdaje Pan sobie sprawę, iż część elektoratu negatywnego w stosunku do ZP reprezentuje np. Konfederację?

Ile czasu będziemy jeszcze zwodzeni wizją, nowego upudrowania opozycji, która będąc w stanie agonalnym bardziej myśli o własnym istnieniu, niż o niszczeniu przeciwnika bez którego w zasadzie istnieć nie może?
Ile wody jeszcze musi upłynąć w Wiśle, byśmy zrozumieli, że ruch obywatelski mogą stworzyć tylko obywatele (jak sama nazwa "obywatelski" mówi)?
Czy nadal będziemy czekać, na cudowne stworzenie za nas tego ruchu?
Czy chcemy mięć diabelską alternatywę wyboru mniejszego zła polegającą na przystąpieniu do ruchu, który nie myśmy tworzyli lub na ponownym wyborze PIS?
Jeżeli się nie obudzimy, to płonne będą nadzieje Pana Cezarego Tomczyka na uczciwe wybory parlamentarne za 3 lata.

Czas, by wydająca ostatnie tchnienia opozycja demokratyczna zrozumiała, że miłość i poprawności polityczną czas odwiesić na kołek i ostatnim wysiłkiem podjąć walkę metodami jakie narzuca przeciwnik. Demokratyczny język wróci, gdy znów nastanie demokracja. Innej drogi do demokracji nie ma. Mamy ten sam dylemat co solidarnościowi opozycjoniści. Gdyby przyjęli retorykę komunistów, to dziś nie wspominali byśmy czasów demokratycznych, gdyż demokracji byśmy nie znali, a z oknem podziwialibyśmy "socjalizm z ludzką twarzą".

Irytują mnie facebookowe zrywy. Nie wiemy, lub nie chcemy wiedzieć jak jesteśmy manipulowani. Krzyczymy "Żadnych podziałów! Idźmy razem!". Po co? Z kim? Po demokrację? Ze skrajną prawicą? Nie bądźmy naiwni! Czy wiecie, że najgłośniej krzyczą zwolennicy Konfederacji i skrajnej prawicy? To oni są najbardziej antyPIS. I to nie dlatego, iż są demokratami tylko wręcz przeciwnie. Bo ZP pod wodzą Kaczyńskiego i PIS jest za miękka. Stronnicy Kaczyńskiego roztoczyli przed łysymi radykałami wspaniałą dla nich wizję brunatnej dyktatury. Miała być współpraca prawicy, rozliczenia, kary, a tym czasem PIS chce swojej dyktatury i przejęcia ich elektoratu. Tak! To z nimi chcieliście walczyć o demokrację. Z ludźmi, którzy z chęcią powsadzali by was potem od obozów i więzień.

Spełniają się moje obawy. Niezwykle realne jest, iż władzę na szeroko pojętej prawicy przejmie radykał Ziobro, gdyż to on ma bliżej do brakującej części totalitarnej układanki w postaci wyborców radykalnych. Coraz bardziej zbliżają się dni, że nie tylko za inne poglądy niż brunatne będziemy bici. Zbliżają się też dni, gdzie tylko za bycie przeciwko tego typu brunatnym zachowaniom będziemy bici. Już dziś czuć zapach palonej Konstytucji i słychać na razie delikatny, choć narastający chrzęst twardych i równych kroków na szkle z witryn lewackich sklepów.
Nie bądźmy naiwni! Nie ma dyktatury z "ludzką twarzą"! Chcemy wybierać między Zjednoczoną Prawicą Kaczyńskiego, a Zjednoczoną Prawicą Ziobry? Czy tego chcemy? 

Opozycja, czyli gdzie podział się polski pozytywizm?

Opozycja, czyli gdzie podział się polski pozytywizm?


Wakacje minęły, a na polskiej scenie politycznej po stronie opozycji demokratycznej dalej trwa lato i czas beztroski. Patrząc na to nasuwa się pytanie, o niedawne, jakże huczne zapowiedzi pozytywistycznej pracy na rzecz konsolidacji i organizacji opozycji. Kto zostanie jej przywódcą? Czy w ogóle ktoś stanie na czele polskiej opozycji?


Obecna sytuacja polskiej opozycji nieodmienne przypomina "Lalkę" Bolesława Prusa. Mamy więc do czynienia z dwoma głównymi, ale jakże różnymi bohaterami. Z romantycznym Hołownią marzącym o tym, iż stanie się kimś na miarę Napoleona Bonaparte i będącym niepoprawnym pozytywistą Rafałem Trzaskowskim. Rzecki i Wokulski. Każdy z inny ma przepis na przyszłość, ale cele podobne. Mimo tego nie idą razem. Może to w tej różnicy jest siła?

W sierpniu 1980 roku społeczeństwo też było podzielone i spolaryzowane. My i oni. Komuniści i opozycja. Na opozycji też były podziały. Jedni chcieli radykalnych metod rozprawy z komuną przybierających formę romantycznego zrywu narodowego inny woleli łagodną pozytywistyczną walkę strajkami. Zaś jeszcze inny chcieli tylko "socjalizmu z ludzką twarzą". Historia pokazała, iż mimo tych podziałów odłożono na bok wynikające z nich animozje i diametralna większość ówczesnej opozycji wybrała formę strajków jako drogę do demokracji. Być może pomni niedawnych doświadczeń wojennych nie chcieli kolejny raz wykrwawiać narodu? A może pomni polskiej przeszłości nie chcieli karku giąć przed reżimem? Tak więc polski pozytywizm nie jedno ma imię, ale bardzo długą tradycję. Na gruncie polskiej krnąbrności i nieposłuszeństwa już dawno temu wyrósł bunt oparty na cierpliwości i pracy u podstaw. Co ciekawe, czas pokazał, że ta idealnie dopasowana do naszego charakteru metoda okazała się być najskuteczniejsza. Jako przykłady można podać polskie powstania. Wielkie i nagłe zrywy kończyły się spektakularnymi klęskami, które (o ironio!) świętujemy. To Powstanie Listopadowe, Powstanie Styczniowe i w końcu Powstanie Warszawskie. Zaś zrywy, których czas dojrzewał w ciężkich przygotowaniach trwały dłużej, ale przynosiły zwycięstwo przemilczamy. To II i III Powstanie Śląskie oraz Powstanie Wielkopolskie.

Czyż nie na bazie i pomni tej spuścizny w 1956 roku nie rozpoczęliśmy długiej drogi do wolności? Dopiero 24 lata po wydarzeniach czerwcowych udało się zadać pierwszy skuteczny cios komunie, ale udało się to dzięki ciężkiej pracy wojennego pokolenia. To dzięki temu pokoleniu powstało potem 21 postulatów strajkujących stoczniowców. To dzięki wytrwałości strajkujących podpisane zostały porozumienia ze władzą. I to w końcu dzięki nim komuniści musieli uznać powstanie wolnych związków zawodowych.

Co dziś z tego zostało? Z tych postulatów, porozumień? Patrząc na treść postulatów okazują się one być znowu w dużej części aktualne, ale starzy działacze strajkowy jakby już podstarzali nie mają zamiaru kolejny raz karku nadstawiać. I trudno im się dziwić, kiedy widzi się jak gnuśniejący naród, któremu starczy co ma, trwoni spuściznę pokoleń, obrastając w tłuszcz strachu. Trudno patrzeć na dzisiejszą opozycję, która skłócona, zajęta jest samą sobą i nie ma ni sił ni chęci stawać przeciwko z dnia na dzień, coraz bardziej jawnie poczynającej sobie dyktaturze. Nasza opozycja ma siłę, ale nie potrafi jej pokierować. Jest więc nie tyle bezsilna, co bezradna.

Czy urodził się już człowiek, który w przyszłości mając na tyle wielką charyzmę, by zjednoczyć naród przeciw totalitaryzmowi będzie potrafił poprowadzić ten naród do kolejnej pozytywistycznej rewolucji?




Być może odpowiedź znajdziemy właśnie w pamiętnych 21 postulatach. Postulatach, które dla dawnych opozycjonistów były swoistym testamentem. Dla nas zaś jest rachunkiem sumienia.





Czy wiesz, że...?

Czy wiesz, że...?


31 sierpnia 1980 roku, Stocznia Gdańska. Delegat strony rządowej wicepremier rządu Mieczysława Jagielski ostatecznie zgadza się na pisemne gwarancje uwolnienia więźniów politycznych na co nalega Lech Wałęsa. Kwestia ta, jest ostatnim punktem spornym na drodze do podpisania porozumień. O godzinie 16.00 w sali BHP Stoczni Gdańskiej przedstawiciele zrzeszającego ponad 700 zakładów z całego kraju Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego wraz z delegacją rządową podpisują dokument porozumienia.
Strajk okupacyjny w kilkuset zakładach w Polsce kończy się i otwiera się możliwość realizacji porozumień, a przede wszystkim do utworzenia niezależnych, samorządnych związków zawodowych.
Polska wchodzi na drogę demokratycznych zmian mających w przyszłości zmienić oblicze naszego kraju. Nikt jeszcze nie przypuszcza jak długa i kręta będzie to droga.

Czy wiesz, że...?

Czy wiesz, że...?


30 sierpnia 1980 roku Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Szczecinie jako pierwszy podpisuje porozumienie z delegacją rządową. W tym czasie w Stoczni Gdańskiej o godzinie 14.00 rozpoczynają się rozmowy obu stron, podczas których strona rządowa wstępnie akceptuje część z 21 postulatów stoczniowców. W sali BHP zapada decyzja MKS, iż dalsze rozmowy będą kontynuowane po uwolnieniu przez władze więźniów politycznych i zaprzestaniu aresztowań działaczy przez Służbę Bezpieczeństwa (orędownikiem takiego rozwiązania jest szczególnie Lech Wałęsa).
Do późnego wieczora na terenie stoczni członkowie MKS modlą się w intencji strajkujących i ich rodzin.

Czy wiesz, że...

Czy wiesz, że...


29 sierpnia 1980 roku kilkaset zakładów w Polsce strajkuje. W Stoczni Gdańskiej negocjacje z delegacją rządową (która miała przyjechać o 12.00) utykają w martwym punkcie, choć nadal rozmowy eksperckie obu stron są prowadzone. Przyczyną impasu w rozmowach jest kwestia powstania wolnych związków zawodowych. 
By dotrzeć z informacją do strajkujących stoczniowców, na terenie samej stoczni rozpoczyna pracę drukarnia strajkowa. Biuletyny są rozchwytywane i drukarnia nie nadąża z produkcją.
Na Górnym Śląsku strajk rozpoczynają kopalnie. Staje też Huta Katowice i Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Tychach.
Wśród strajkujących w Stoczni narasta obawa o ruchy jakie może poczynić rząd w związku z impasem w rozmowach.

Czwarta małpa.

Czwarta małpa.

Kto z nas nie zna trzech małpek, z których każda gestem symbolizuje jedną z ludzkich wad? Jednak mimo trafności tychże gestów brakuje tam jeszcze czwartej małpki. Małpki, która samym tylko byciem, bez żadnych gestów będzie symbolizować największą z naszych wad. To przekleństwo, które od wieku przywarło do naszego narodu i żadna rzeka przelanej krwi zmyć jej nie dała rady.


Nic nie widzimy, nic nie słyszymy, nic nie mówimy. Trzy ludzkie wady doskonale charakteryzują każdą Polkę i Polaka. Możemy więc sami zaklasyfikować się, do którejś z nich. Jest jednak jeszcze spora, a właściwie największa grupa rodaków, której te trzy wady nie opisują. Tych ludzi opisuje czwarta małpka, która symbolizuje największą z naszych wad - obojętność.
Kiedyś nazywana znieczulicą społeczną ukazuje naszą prawdziwą naturę w bardzo wielu sytuacjach. Nieraz dowiadujemy się z wiadomości medialnych, iż nie reagujemy na krzywdę dziejącą się za ścianą, u sąsiadów. Nie reagujemy na krzywdę dzieci czynioną przez... nas samych. Nie potrafimy pochylić się nad leżącym na chodniku człowiekiem, bo "to tylko pijak". Nie chcemy widzieć, słyszeć i mówić by stać się w końcu obojętnymi. Czwarta małpka jest więc sumą pozostałych trzech, ale mogącą istnieć (o zgrozo) indywidualnie.

Dlaczego jesteśmy obojętni? Spójrzmy na ewolucję naszych zachowań.
- Jeszcze 30 lat temu nie wyobrażaliśmy sobie, że faszyzujące ruchy organizacje nacjonalistyczne mogą istnieć w Polsce. Wciąż bolały nas rany po II Wojnie Światowej. 
- 25 lat temu nikt z nas nie myślał, że można kogoś dyskryminować za orientację seksualną (może dlatego, że o tym się nie rozmawiało?).
- Przed 20 laty grożenie komuś w mediach śmiercią było takąż sensacją, że większość mediów omawiała przypadek tygodniami.
- 15 lat temu wierzyliśmy, że demokracja raz wywalczona może być tylko modyfikowana, ale nie kwestionowana i obalona. 
- 10 lat temu nikt normalny nie kwestionował historii Solidarności, faktów naukowych, czy rzeczy tak oczywistych jak pomoc humanitarna.
- Jeszcze 5 lat temu politycy i my sami spieraliśmy się, a potem szliśmy razem na piwo.

Gdzie to się podziało? Dziś nie ma po tym śladu. Nasz świat, w który rodziliśmy się, dorastaliśmy i żyliśmy został zamordowany przez grupę prostaków i nieuków, którzy odwołując się do naszych najprymitywniejszych instynktów zmieniła nas w bezlitosne bestie równie bezmyślne i okrutne jak oni sami.
Potrafimy karmić się strachem. Potrafimy radować się cudzym nieszczęściem. Skala i ilość tego nieszczęścia uczyniła nas obojętnymi na wszystko.


Dziś toczymy cywilizacyjną wojnę o przyszłość naszego kraju z ludźmi, z którymi do niedawna pracowaliśmy, żyliśmy i przeżywaliśmy rozterki. Resztka naszego człowieczeństwa buntując się przeciwko takiemu stanowi rzeczy szuka w twarzach politycznych przeciwników przyczyn naszego upadku. Jednak nie może nic znaleźć, ale za to widzi w tych twarzach nasze własne twarze. Nie możemy się wyprzeć podobieństwa. Jesteśmy tacy sami jak politycy. I ci, którzy rządzą i ci którzy nazywają się opozycją. To myśmy ich stworzyli. To myśmy dali im narzędzia i pozwolili bawić się Polską. To, nie oni nas stworzyli. Okazało się, że nie jesteśmy tworzywem. Jesteśmy twórcami. To myśmy stworzyli tych polityków, których dziś odżegnujemy od czci i wiary. A przecież stworzyliśmy ich na nasz obraz i podobieństwo.

Dziś szukamy usprawiedliwienia zakładając na profilowe zdjęcia (nakładki facebookowe). Jak maski. Nakładamy, a gdy moda mija zmieniamy. Ale jedno się nie zmienia. Zdjęcie z dumnym własną głupotą obliczem czwartej, obojętnej małpy.

Czy wiesz, że...?

Czy wiesz, że...?

 - za różowe włosy, symbol tęczy, ujawnienie swojej, innej orientacji seksualnej, narażasz się na pobicie, a w najlepszym przypadku stygmatyzowanie?
- Polska jest krajem, w którym bez zmiany konstytucji ustawami zmieniono ustrój?
- mimo istniejących przepisów nie ściga się u nas propagowania ustrojów totalitarnych (faszyzm, nazizm, komunizm, itp.), a samym brakiem reakcji wręcz zachęca się do działania tego typu organizacji?
- władze nie reagują na marsze polskich nacjonalistów mieniących się patriotami oraz hasła bezpośrednio odwołujące się do nazizmu i (co najważniejsze) na agresję w stosunku do osób nie wyznających podobnej ideologii?
- Twoja ojczyzna nie jest już krajem demokratycznym z funkcjonującym trójpodziałem władzy?
- Polską faktycznie zarządza szeregowy poseł, który nie odpowiada za czyny rządu?
- polski rząd chce się postawić tzw. ustawą covidową ponad prawem?
- protestując przeciw władzom, żądając przestrzegania praw obywatelskich policja może Cie pobić, lub zatrzymać?
- rządząca partia ma już w swoich rękach w zasadzie całą władzę ustawodawczą (oprócz senatu), urząd prezydenta oraz władzę sądowniczą?
- PIS zarządza w sposób pośredni lub bezpośredni Sądem Najwyższym, Trybunałem Konstytucyjnym i Trybunałem Stanu, Krajową Radą Sądowniczą, Państwową Komisję Wyborczą. Oprócz ma w rękach media publiczne?
- powyższe instytucje de facto są już tylko fasadowe i ich działanie jest szczątkowe?
- rząd wspiera przychylne sobie, prywatne media z publicznych pieniędzy (wPolityce, Republika, Trwam, Radio Maryja, Niezależna, Gazeta Polska, itp.)?
- media wspierane przez rząd posługują się wprost językiem nienawiści i rozpowszechniają kłamstwa (zobacz artykuły i komentarze pod nimi)?
- władze wprost dzielą społeczeństwo powodując wykluczenia i wzajemną nienawiść?
- większość spraw o pomówienia ze stron tych mediów jest umarzana?
- prezydent do dziś nie zaprzysiągł kilku wybranych zgodnie z prawem sędziów SN, a za to zaprzysiągł kilku wybranych niezgodnie z prawem?
- sprawy wszystkich większych afer partii rządzącej trafiły do prokuratury, ale żadnych spraw nie przekazano do sądów (sprawy są umarzane, nierozpoczęte lub od wielu lat w niekończącym się toku)?
- Kościół Katolicki ma nieporównywalnie większe prawa niż inne religie w w Polsce? Ba! Niejednokrotnie mają większą moc decyzyjną niż rząd Twojego kraju?
- Tadeusz Rydzyk i jego imperium jest de facto wyłączone spod polskiej jurysdykcji?
- w związku z powyższym księża pedofile, o ile sprawa nie dotrze do Papieża są nietykalni?
- zarówno finanse rządu (czyli nasze, podatników) jak i Kościoła są pilnie chronioną przed społeczeństwem tajemnicą?
- zadzierając z urzędnikiem rządowym narazisz się na atak ze strony całej machiny państwa?
- rząd nie ściga organizacji nawiązujących do idei totalitaryzmu, a chce dobrać się do organizacji pozarządowych, gdyż nie ma jeszcze nad nimi kontroli?
- rząd nagina prawo doraźnie zmieniając je pod swoje potrzeby?
- partia rządząca chce roztoczyć kontrolę nad samorządami poprzez ograniczenie budżetów, zaostrzenie kontroli i ograniczenie kompetencji władz samorządowych?
- władza, przestrzega tylko wybrane prawa i zasady obowiązujące nasz kraj w związku z obecnością w Unii Europejskiej, a za to przyznawanych funduszy nie kwestionuje?
- jeżeli nie interesujesz się polityką, to ona wkrótce zainteresuje się Tobą?

Jeśli wiesz o tym, przeszkadza Ci to i wiesz, że to nie wszystko, to co tu jeszcze robisz?
Czy Twoje miejsce nie jest na protestach? Nie wstyd Ci?

Czy wiesz, że...?

Czy wiesz, że...?

15 sierpnia 1980 roku do strajku Stoczni Gdańskiej przyłącza się Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Władze nie chcąc, by rozeszły się wiadomości o nowych strajkach odcięła połączenie telefoniczne Trójmiasta od reszty kraju. 
Rano rozpoczynają się też strajki w Gdańskiej Stoczni Remontowej oraz w komunikacji miejskiej. Na znak poparcia ludzie wzajemnie pomagają sobie podwożąc innych lub zabierając ich z przystanków.

Czy wiesz, że...?

Czy wiesz, że...?

14 sierpnia 1980 roku, wczesnym rankiem Bogdan Borusewicz wraz z Jerzym Borowczakiem,  Ludwikiem Prądzyńskim i Bogdanem Felskim wywołują strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Wraz z nimi staje kilka wydziałów, a do południa strajkuje już prawie cała stocznia.
Strajkujący żądają:
- zagwarantowania bezpieczeństwa dla wszystkich strajkujących,
- powrotu do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy,
- postawienie pomnika ofiar Grudnia 1970,
- drożyźnianego dodatku do pensji na poziomie dodatków dla funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej,
- podwyżki pensji o 2000 zł.
Po południu protest przybiera formę strajku okupacyjnego. Rząd w mediach zaprzecza istnieniu strajku w stoczni. W międzyczasie do stoczni przyjeżdża Lech Wałęsa stając się jednocześnie przywódcą strajku.

Tak rozpoczął się pierwszy strajk pamiętnego Polskiego Sierpnia 1980.
Nikt wtedy nie wiedział, jak sprawy potoczą się dalej.

Białoruś jeszcze walczy.

Białoruś jeszcze walczy.

Od kilku dni w wielu miastach i miasteczkach Białorusi odbywają się gwałtowne protesty. Nasz wschodni sąsiad znalazł się w politycznym klinczu, gdyż ani od dawna sprawujący władzę prezydent Łukaszenko, ani protestujący nie mają zamiaru ustępować. Czy jest coś, a może ktoś, kto rozwiąże tą sytuację.

Co najmniej jedna zabita osoba, kilkuset rannych i kilka tysięcy zatrzymanych. Oto bilans działań OMON-u w ramach pacyfikacji jeszcze pokojowych protestów opozycji białoruskiej. Żądania protestujących nie zmieniły się. Oczekują zrzeczenia się stanowiska przez Łukaszenkę, zaniechania brutalnego tłumienia protestu, wypuszczenia zatrzymanych i rozpisania nowych, demokratycznych wyborów prezydenckich. 
W poniedziałek nastąpił poniekąd ich przełom, gdyż stojąca na czele opozycyjnych sił Swiatłana Cichanouska w dość dziwnych okolicznościach opuściła nagle kraj uciekając na Litwę. Opublikowane w mediach jej przesłanie wygląda na wymuszone. Zarówno okoliczności nagrania (z wystroju wynika, że to siedziba CKW), jak i wygląd, mimika oraz fakt czytania z kartki przemówienia przeczy dotychczasowemu wizerunkowi tej charyzmatycznej kobiety. Wszystko wskazuje na to, iż jest to akcja białoruskiego KGB, które poprzez zastraszenie przywódczyni chce osłabić morale protestujących. Na razie opozycja nie zamierza zaprzestać protestów, a jednie chce zmienić ich formę ze względu na skalę represji.

Stojący po drugiej stroni barykad wznoszonych przez protestantów długoletni prezydent Aleksander Łukaszenko od 26 lat sprawuje de facto władzę dyktatorską. Od tego okresu również zręcznie lawiruje pomiędzy wymagającą Rosją, z którą jest związany militarnie i gospodarczo, a krajami zachodnimi, które próbują ucywilizować sankcjami szalonego satrapę. Łukaszenko nie chce bowiem ani zamykać się na Rosję, która (jak sam mniema) ochroni jego stanowisko i nie chce odtrącać wyciągniętej ręki Unii Europejskiej. Jako wytrawny długoletni już gracz na scenie politycznej Łukaszenko zachowuje się jak rasowy dyktator, który wie jak "zjeść ciastko i mieć ciastko" jednocześnie. Podobnie jak dyktator Korei Północnej stosuje szantaż wobec UE polegający na groźbie daleko idącej integracji z Rosją, gdyby Unia zaostrzała sankcje. Oprócz tego tymi samymi sankcjami wyciągnął już z Brukseli kilkaset milionów euro programów pomocowych. Jak zatrzymać Łukaszenkę w jego machiawelicznej grze?


Naturalnym partnerem Łukaszenki jest Rosja. Jej prezydent Władimir Putin dobrze wie, że może ten konflikt rozwiązać, ale nie ma zamiaru mieszać się w całą tą sytuację. Z jednej bowiem strony Łukaszenko gwarantuje mu niestabilny, ale jednak realny wpływ na białoruską politykę wewnętrzną i zewnętrzną. To Aleksander Łukaszenko, gwarantuje mu bytność tego kraju w sferze wpływów Rosji, będącym jednocześnie punktem styku z UE. Z drugiej jednak strony sprytny na swój sposób prezydent Białorusi nie chce całkowicie uzależnić swojego kraju od wielkiego brata. Dlatego więc Putin na swoim braku reakcji na wydarzenia na Białorusi paradoksalnie wygrywa.

Sytuację na wschodzie Europy może również uspokoić stanowcza reakcja Unii Europejskiej. Ta jednak zajęta kryzysem pandemicznym, pracą nad budżetem, kryzysem klimatycznym oraz postawą naszego kraju i Węgier nie zbyt chętnie spogląda na wschód. 
Niemrawe działania polskiej polityki zagranicznej, a nawet apel Donalda Tuska nie są w stanie przyspieszyć spotkania UE w celu uzgodnienia jednolitego stanowiska w sprawie białoruskiego zrywu. I o ile doraźnie sklecony list ostrzegający Łukaszenkę przed dalszą eskalacją sytuacji jest na razie tylko grożącym palcem Brukseli, o tyle dalsze zaostrzenie stanowiska mogą zablokować Węgry. Wiktor Orban również mający dyktatorskie ciągoty przy wydatnym wsparciu Putina, nie odważy się przyłożyć ręki do jakichkolwiek działań UE mogących uderzyć w jego mentora.
Unia może jednak chcieć ustanowić swoistego pełnomocnika do spraw Białorusi. Tym pełnomocnikiem mogłaby zostać Polska. Mogłaby tym ruchem powrócić do stołu przy którym rozgrywa się polityka zagraniczna Unii, a który to stół opuściła na własne życzenie.

Obecne działania naszego rządu wobec Białorusi mają bardzie charakter pohukiwania niż polityki argumentów. To bardzo dziwna sytuacja. Mając takie szanse odbudowania swojego zniszczonego wizerunku rząd naszego kraju w zasadzie nie zrobił nic konkretnego w celu uspokojenia sytuacji i rozpoczęcia dialogu Łukaszenki z własnym narodem. Przyjmuje więc chcą nie chcąc prorosyjską pozycję Węgier. Paradoksalnie polski rząd od chwili reelekcji prezydenta w niedemokratycznych wyborach sam wpędził się swoistą pułapkę. Wspierający niedemokratycznie wybranego prezydenta Dudę rząd polski utracił moralne prawo do reprezentowania demokratycznych wartości, unii demokratycznych państw. Oprócz tego rząd Morawieckiego, a faktycznie będący już właściwie dyktatorem Jarosław Kaczyński sam może obawiać się przeniesienia iskry protestów na polskie podwórko.

Nie pozostaje nam więc obecnie nic innego jak pokornie oczekiwać na reakcję wielkich tego świata po cichu licząc, że zrobią coś do czasu, gdy białoruska iskra polskiej nadziei zgaśnie. Możemy też wspierać niesamowicie charyzmatycznych sąsiadów w w mediach społecznościowych. To właśnie ich zryw może obudzić nasze społeczeństwo. Białorusini pokojowo walczą o demokrację przy piosence Jacka Kaczmarskiego "Mury", który to utwór stałą się hymnem tego zrywu. Zmienili jednak fragment refrenu na słowa, które mogą na dać dużo do myślenia. "Chcesz wolności, to ją weź!".


W drodze do demokracji.

W drodze do demokracji.

Dziś od rana obywatele Białorusi głosują w niedemokratycznych wyborach prezydenckich. Nie mają nadziei na zwycięstwo wyborcze. Aleksander Łukaszenko jak każdy dyktator w sposób demokratyczny władzy nie odda, co już zapowiedział. Mimo tego nasi wschodni sąsiedzi mają coś co nam brakuje.


Dziś wszyscy stajemy się Białorusinkami i Białorusinami. Na fali wielotysięcznych protestów zmobilizowanych przez Swiatłanę Cichanouską, która po ewentualnej wygranej, natychmiast doprowadzi by do rozpisania nowych wyborów prezydenckich naród rozpoczyna nowy etap swojej walki o demokrację. Białorusini z nadzieją spoglądają na nas i cały wolny świat. Nie pragną interwencji. Pragną jedynie, by świat widział ich walkę, by widział jak poczyna sobie dyktatura po zniszczeniu demokracji.

To dla nas idealna lekcja. To jak lustro, w którym widać odbicie naszego sumienia. To lekcja historii i pokory wobec niej. Po kilku dniach nowego państwa z nowym prezydentem jasno widzimy jak rozwijać się będzie Polska i w którą stronę pójdziemy. Jesteśmy z Białorusią na tym samym wozie. Pomóżmy im jak tylko jeszcze możemy. Oni mają to czego nam brakuje. Mają charyzmę i dojrzałość polityczną. Oni nie wierzą w uczciwość wyborów, ale wierzą, że demokracja powróci. Oni teraz nie walczą o możliwość zrzucenia maseczek, czy swojego decydowania o zaszczepieniu się. Nie walczą o referenda, czy reformy. Oni walczę o swoją podstawową potrzebę. O wolność. Białorusini dobrze wiedzą, że przyjdzie im ponieść wysoką cenę za powrót demokracji, ale są gotowi ją ponieść. Jeśli im się uda, to nam tym bardziej. 

Pamiętajmy więc, że wolna Białoruś, to wolna Polska!

My, wykluczeni !

My, wykluczeni !

Wczoraj 7 sierpnia 2020 wszystko się zmieniło. To już nie jest Polska jaka pamiętamy. To już kraj jednej ideologii, jednej władzy, jednej ideologii i nas wykluczonych. Wyjętych spod prawa, gdzie prawo przestało nas chronić, gdyż jedna grupa zdecydowała, że jako zwycięscy mogą wszystko.


To co stało się wczoraj w Warszawie stanowi pewien kamień milowy w historii "dobrej zmiany" do jakiej doprowadziliśmy w 2015 roku, a potem w lipcu 2017. Od wczoraj zostaliśmy wykluczeni z grona społeczności, gdyż jako nieprawomyślni staliśmy się elementem niepożądanym. Mogło to by być zabawne, gdyby nie fakt, iż wykluczeni zostali także posłowie opozycyjni i prawnicy stający w obronie zatrzymanych. 
O ile niedawno wspieraliśmy Białorusinów w walce o demokrację jak naród znajdujący się w lepszej sytuacji dziś jesteśmy już w takiej samej sytuacji.

wiadomosci.radizet.pl
Znamienna jest data tych represji. Wystarczy spojrzeć na to co stało się w ostatnich dniach. 
I tak:
6 sierpnia - zaprzysiężenie nowego starego prezydenta,
7 sierpnia - Ziobro zapowiada zaostrzenie ustaw o NGO-sach, działacze PIS zapowiadają powrót do prac nad repolonizacją mediów, w Jachrance odbywa się specjalne, zamknięte posiedzenie PIS, wieczorem zatrzymano kilkadziesiąt osób w łapankach osób LGBT,
8 sierpnia - znany jest bilans zatrzymań. 46 osób zostało oficjalnie zatrzymanych (widome jest miejsce ich przebywania), 8 osób uznaje się za zaginione (nie wiadomo gdzie są przetrzymywane i co się z nimi stało). Utrudniony jest do nich dostęp prawników i posłów.

Oto bilans 2 dni nowego państwa. To bilans szaleńczej wizji obłąkanego nienawiścią człowieka pozbawionego skrupułów i na tyle charyzmatycznego, by pociągnąć za sobą masy. Brzmi jak charakterystyka Hitlera? I tak ma brzmieć! Głośno i wyraźnie w kraju narodowo-socjalistycznym o wyraźnych katolickich konotacjach.

Co nas teraz czeka? Obecnie PIS ma zasłużone wakacje. W końcu represje to ciężka praca.

Za niedługi czas Jarosław Kaczyński zrekonstruowawszy rząd dokręci śrubę partii Jarosława Gowina (Porozumienie), która jako współkoalicjant, czyli "przystawka" PIS zdaje sobie sprawę, że jej autonomia się kończy, gdyż nie ma dokąd uciec. Drugi współkoalicjant dobrze wie jaka jest jego rola i z niej się doskonale wywiązuje, a w zamian za zabranie jednego ministerstwa otrzyma sowitą rekompensatę za lojalność w postaci wolnej ręki w "reformach".

Potem Ziobro zabierze się za ograniczenie wolności funkcjonowania organizacji pozarządowych (NGO-sy). To te organizacje patrzą na ręce władzy i powiadamiają o wszelkich przypadkach łamania prawa powiadamiają media i zagraniczną opinię publiczną. To będzie przygotowanie do przejęcia mediów.

Kolejnym etapem rewolucji będzie wspomniana od dłuższego już czasu kwestia "dokończenia reform w wymiarze sprawiedliwości". Zostanie zmieniona struktura sądów, a to wymagać będzie nowego naboru sędziów. Tym razem jednak będą to wyłącznie lojalni władzy sędziowie. To oni będą dbali o to, by wszystko co zrobi władza było legitymizowane prawnie. Da więc pozory działania zgodnego z prawem.

Następny etap, to zastraszenie społeczeństwa. Poprzednie "reformy" wzmogą falę niezadowolenia rozpoczynając cykl tym razem ogólnopolskich protestów. Protesty te będą ostro, ale nie krwawo tłumione. Pamiętajmy, że NGO-sy już będą miały kaganiec, a sądy już będą legalizowały działanie władz. Tłumienie każdego protestu zastraszy społeczeństwo i może wprowadzić atmosferę bezsilności i bezradności.

Wtedy przyjdzie czas na dokończenie budowy nowego państwa. Zostanie najtrudniejszy punkt do realizacji. Jak przejąć media (uciszyć, by nie donosiły) tak, by społeczeństwo nie zauważyło tego?
I tego właśnie zastraszone już społeczeństwo może już nie zauważyć.

Powyższy scenariusz jest hipotetycznym opisem działań, ale dotychczasowe działania były nad wyraz przewidywalne (z małymi poprawkami), gdyż wynikały ze zwykłej logiki działania każdej władzy dążącej do dyktatury.
Z tejże logiki wynika też jasno, iż jeżeli społeczeństwo nie obudzi się ze swojej naiwności do wiosny przyszłego roku i nie pojmie, że politycy nie dadzą rady obronić demokracji, to czeka nas minimum kilkanaście lat totalitaryzmu, którego wielu z nas może nie przeżyć, a wielu nie dożyć powrotu demokracji.

Czas porzucić partykularne żądania związane z pandemią, szczepionkami, czy rozliczeniem masonerii. Koniec podziałów na demokratycznej opozycji. Podziały powinniśmy zasypać my, wszyscy wykluczeni, tym zmusimy do działania polityków. Gdy wróci demokracja (a wróci), wróci wolność słowa, a wtedy możemy organizować dowolne wiece z dowolnymi żądaniami byle zgodnymi z prawem. Czas na wejście na prom, który przewiezie nas przez wzburzoną polityczną rzekę na drugi brzeg zwany demokracją. Kto jej che niech się zabiera z nami. Ci którzy jej nie chcą znajdą na obecnym brzegu swój ideologiczny dom.

Scena to iście dziwna ..

Scena to iście dziwna ..

Dzień dzisiejszy przejdzie do historii demokracji europejskiej. Oto w samym sercu Europy, w kraju będącym wzorem walki o demokrację stała się rzecz niesłychana. Po 5 latach niezatrzymanych przez nikogo zmian ustrojowych idących w stronę państwa autorytarnego. Po niekonstytucyjnie przeprowadzonych wyborach prezydenckich i niekwestionowanych w znaczący sposób przez nikogo, mieliśmy pierwszą ceremonię nowego państwa. Ceremonię zaprzysiężenia starego prezydenta nowego państwa.


Bez wątpienia zmierzamy w kierunku modelu autorytaryzmu wschodniego. Sprawdzony wielokrotnie sposób fałszowania wyborów, bądź doprowadzania metodami niedemokratycznymi do faktycznej bezkonkurencyjności w stosunku do panującej władzy zaczyna się sprawdzać także u nas. Z małą jednakże różnicą. W Rosji i na Białorusi taki model wykazuje raczej tendencję zmierzchową i narody tych krajów są już zmęczone tą upiorną zabawą w "demokrację". Nasi panujący jakby tego nie widzą, a być może milcząc w tych tematach mają nadzieję, że u nas owe zmęczenie pojawi się za wiele lat. 
Tu mogą się jednak mylić gdyż polskie społeczeństwo pilnie śledzi to co dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów. O ile wsparliśmy Ukrainę o tyle podobnie będzie w Rosji i na Białorusi. Reasumując u nas ten model nie przejdzie i niezadowolenie nastąpi o wiele wcześniej.

Dziś jednak mieliśmy do czynienia z momentem, który do końca życia zapadnie nam w pamięci. Oto bowiem malarz, który miałby namalować obraz dzisiejszych obrad połączonych obu izb parlamentu ujrzałby niezapomniany widok. Po prawej stronie od niesamowitej, wręcz ekstatycznej radości koalicji rządzącej, przez narastającą złość Konfederacji, wymowne milczenie opozycji centrowej po tęczową dezaprobatę lewicy. Szkoda jednak, że ławy opozycji (nie licząc lewicy) były puste. Oglądanie tej ceremonii winno być obowiązkowe tym bardzie teraz, kiedy powstała nieświadomie scena wszelkich emocji była by swoistym memento dla opozycji. Byłoby niemym krzykiem: Dlaczego nie wspieraliście protestów? Dlaczego egoistycznie uważaliście, że dacie sobie sami radę z PIS? Dlaczego byliście tak naiwni? Czy stać was obecnie tylko na niemy protest garstki posłów trzymających w ręku Konstytucję RP? Czy już tylko na to was stać lub czy na to tylko pozwala już wam władza?

Kiedy nastąpił szczyt tego kuriozum i nowy stary prezydent składał przysięgę dochowania wierności Konstytucji było to nie jak dotychczas uderzeniem w twarz opozycji, ale wręcz nokautem. Oto bowiem prezydent, który przez 5 lat łamał Konstytucję przysięga na nią. Rację miał więc wypowiadający się po ceremonii Kamil Bortniczuk. Ten członek Zjednoczonej Prawicy (Porozumienie) powiedział, że teraz opozycja kwestionuje i ma focha, a przecież prowadzili kampanię prezydencką by w końcu brać udział w tych niekonstytucyjnych wyborach. Czyli niejako zgodzili się na nie.
Czyż nie jest to prawdą?

Teraz stoimy przed latami niespokojnej polityki i przykręcania śruby, co niechybnie zakończy się kolejnymi z góry wygranymi wyborami, której już teraz były farsą. Parafrazując niegdysiejsze słowa Marka Jurka: nie ważne będzie, czy Polska będzie bogata, czy biedna. Ważne, że będzie narodowo-katolicka. Można więc już rzec, że ostatnie uczciwe wybory odbyły się w tragicznych warunkach w 2010 roku. Wybory w 2015 roku nosiły już znamiona zewnętrznej ingerencji w przebieg kampanii, co można było też widzieć w kampaniach w Austrii, Wielkiej Brytanii, Brazylii, czy USA. Potem zaś (czyli w 2020 roku) przynajmniej w Polsce z racji skuteczności działania te zostały powtórzone. I nie jest istotne (jak mówił Donald Tuska) jakim alfabetem instrukcje były pisane. Istotne jest, że czas się przyzwyczajać do ostrej walki z ludźmi kultywującymi politykę siły, nierzadko ubranych w dziwnie znane nam z historii uniformy. Tylko, że teraz będziemy mogli liczyć tylko na siebie, a nie na prawo, które miałoby nas chronić. Zarówno cała machina represyjna państwa jak i wymiar sprawiedliwości stać będzie paradoksalnie po stronie silniejszych.

Obserwując dzisiaj orszak jakim przyjechał stary nowy prezydent na swoje zaprzysiężenie można było  przeżyć niemały zawód. Jeżeli Duda ma taki orszak, to Kaczyńskiego powinni wnieść w lektyce. A jednak nie.
pap.pl
Znamiennym momentem dzisiejszej ceremonii było też przemówienie prezydenta w którym jak 5 lat temu nawoływał do pojednania i szacunku. Jednak teraz nie było tyle braw co 5 lat temu. Było jednak widoczne zadowolenie samego prezesa partii rządzącej. Spod obowiązkowej maseczki ochronnej wyzierał niezmiennie bezzębny, szyderczy uśmiech człowieka, który zmienił oblicze współczesnej Polski na takie jakie sobie wymarzył.

Teraz kolej na Was. Czy Białorusi uda się powrót na demokratyczną drogę?

Teraz kolej na Was. Czy Białorusi uda się powrót na demokratyczną drogę?

Już w najbliższą niedzielę odbędą się wybory prezydenckie na Białorusi. Wszystko jednak wskazuje na to, iż wybory będą miały jednak charakter podobny do naszych z 12 lipca 2020 roku. Zapełniają się więzienia opozycjonistami, pacyfikowane są demonstracje, a zarejestrowanie jakiegokolwiek kontrkandydata dla rządzącego prezydenta graniczyło z cudem.


Od ponad 20 lat nasz duży, wschodni sąsiad boryka się z dyktatorskimi rządami Aleksandra Łukaszenki, który od tego czasu piastuje niepodzielnie stanowisko prezydenta. Ten były sowchozowy i kołchozowy działacz z czasów radzieckich od 1994 rządzi Białorusią za pomocą dekretów. Umożliwia mu to konstytucja tego kraju, gdzie panuje ustrój prezydencki oparty o zamiany w tejże konstytucji przeforsowane przez samego Łukaszenkę w 1996 i 2004. O ile w 1996 roku zmiany dotyczyły odejścia kraju od ustroju demokratycznego, o tyle zmiany przeprowadzone w 2004 roku dały Łukaszence w zasadzie dożywotnie rządy w kraju. 

Od kilku już lat na Białorusi dało się zauważyć wzrastające niezadowolenie z rządów dyktatora. W 1994 roku zdobył on władzę pod hasłami dobrobytu, który będzie budowany poprzez ściganie korupcji, rozliczenie przestępców i nawiązanie ścisłej współpracy z Rosją. Rosja zaś była wtedy zainteresowana swoistym "zakupem" Białorusi, toteż hojną ręką szafowała funduszami wsparcia dla sąsiada. Od pewnego czasu stosunki między Białorusią a Rosją zaczęły się psuć, gdyż bogata (na swój sposób) Rosja coraz bardziej zawłaszczała białoruski system ekonomiczny. Sytuacja ekonomiczna zaczęła się więc psuć i prysło wcześniejsze zauroczenie rządami Aleksandra Łukaszenki. Dziś kraj ten boryka się z wieloma problemami ekonomicznymi. Wzrasta w szybkim tempie inflacja i spada dochód narodowy (ten jest 3 raz niższy niż w Polsce).

Na Białorusi opozycja w zasadzie nie istnieje, a organizacje, które oparły się rządowym czystkom są poprzez skuteczne działania administracji prezydenta bardzo podzielone. Odbywające się się wybory parlamentarne i prezydenckie są w zasadzie farsą, gdyż (jak w naszym kraju) organizowane i nadzorowane są przez instytucje, na które bezpośredni lub pośredni wpływ ma prezydent. Duża część Polonii mieszkającej na Białorusi tradycyjnie już wspiera wszelkie ruchy opozycyjne za co od dłuższego już czasu jest prześladowana. W chwili obecnej Polacy na wschodzie w zasadzie pozostawieni są własnemu losowi, gdyż obecny nasz rząd drastycznie obciął fundusze na wsparcie Polonii na Białorusi. Odczuła to bezpośrednio wolna telewizja białoruska Biełsat i bezpośrednio same organizacje polonijne.
rmf24.pl
Także sama opinia publiczna w Polsce bardzo mało wie na temat walki narodu białoruskiego o powrót demokracji. Dzieje się to za sprawą bardzo małego nagłośnienia tematu przez media. Według instytucji badawczych i ekspertów wynika to z faktu, iż ciszą wokół tego co dzieje się i będzie się działo na Białorusi jest zainteresowana Rosja. Ma one swoje żywotne interesy w tym kraju i jego zależność (mimo, że dość dyskusyjną) gwarantuje jedynie kolejne zwycięstwo Łukaszenki. 
Uderzające jest mimo to milczenie naszych władz, którym sytuacja Białorusi historycznie powinna być bliska. Władza jednak milczy, za czym prawdopodobnie czai się strach przed możliwością zaistnienia podobnej sytuacji i niepokojów w Polsce. Tym bardziej, że jeżeli Łukaszenka posunie się do kolejnego fałszerstwa wyborczego, to możemy mieć do czynienia z białoruską wersją Majdanu. Jednak nie wiadomo jak wtedy zareaguje Rosja?

Naszym obowiązkiem, jako narodowi będącemu w podobnej sytuacji jest więc wsparcie dla białoruskiej opozycji. Tak jak my pokładamy nadzieję w Rafale Trzaskowskim tworzącym nowy ruch mający wywalczyć powrót demokracji tak dla Białorusinów jest tą postacią jest Swiatłana Cichanouska. Obecna presja opozycji na Łukaszenkę, by wybory były uczciwe jest olbrzymia. Na spotkania Cichanouskiej z wyborcami przychodzi niewyobrażalna dla nas ilość blisko 60 tysięcy osób.
Jeśli widzimy więc analogię pomiędzy nasz sytuacją, a sytuacją na Białorusi pomóżmy tamtejszej pozycji. Wspierajmy choć dobrym słowem profile opozycji na mediach społecznościowych, dając im do zrozumienia, że to oni teraz mogą obudzić z letargu swoim działaniem i nasz naród. Teraz oni bądź co bądź przejęli od nas pałeczkę pioniera demokratycznych zmian. 
Według ocen przeprowadzonych w 2014 roku przez The Economist Intelligence Unit, Białoruś jest państwem o reżimie autorytarnym. Patrząc więc z dumą na walkę Białorusinów, uczmy się od nich. Pamiętajmy, że wolna Białoruś i Ukraina, to wolna Polska.
W dniu godziny W.

W dniu godziny W.

Nasze milczenie dedykujemy Wam, Powstańcom warszawskim i Wam, ludności Warszawy w hołdzie. Nie milczymy ze złości, żalu, czy wstydu. Milczymy z dumy i podziwu.

Wam wtedy walczącym, My dziś dzięki Wam żyjący...
Wierzyć, czy wiedzieć? Potęga propagandy.

Wierzyć, czy wiedzieć? Potęga propagandy.

Joseph Goebbels mimo swej zbrodniczej działalności oraz fizycznym ułomnościom przez historyków zwany był (i jest do dziś) "geniuszem propagandy". To jemu przypisuje się słynne stwierdzenie "Kłamstwo powtórzone tysiąckrotnie staje się prawdą" i drugie znamienne "Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą". Czy z tego bierze się tak wielkie znaczenie kłamstwa i  tak wielka siła propagandy?


Każdy rząd totalitarny przykłada ogromną wagę do sposobu oraz formy przekazu informacji. To dlatego wszyscy dyktatorzy jako jeden z pierwszych celów obierają sobie opanowanie mediów. Bądź co bądź nie na darmo media zwane są czwartą władzą.
Czy więc jest informacja, a czym propaganda? Skąd bierze się kłamstwo medialne i jakie ma znaczenie?

Informacja, to mająca raczej pozytywne zabarwienie postać wiadomości. Odbiorca przyjmuje ją jako rzetelną bądź w miarę rzetelną, gdyż pochodzi z wiarygodnego źródła.
Inaczej sprawa wygląd w przypadku propagandy. Mimo, iż wiadomość propagandowa pochodzi z oficjalnego źródła zazwyczaj nie jest rzetelna, ale za to natarczywa. Innymi słowy propaganda, to właśnie kłamstwo powtarzane tysiąckroć. I choć faktycznie kłamstwo to nie staje się prawdą, to w oczach określonej grupy odbiorców zyskuje taki właśnie oczekiwany przez nadawcę wydźwięk.

Dlaczego tworzy się takie przekazy? Przekaz jest towarem, którym można handlować. Tak więc rynek informacji (w tym propagandy) rządzi się tymi samymi prawami, co inne rynki ekonomiczne. Rządzi na nich prawo popytu (zapotrzebowania) i prawo podaży (czyli możliwości stworzenia). Innymi słowy jeżeli jest zapotrzebowanie na daną informację, to taką informację się tworzy. 
Idealną atmosferą dla propagandy i w związku z tym wszelkiego rodzaju fake newsów jest nasze lenistwo (nie weryfikujemy informacji) i naiwność (oparta na ślepej wierze).
Może to być więc np. brak lub skąpa ilość oficjalnych informacji w danej kwestii powodujący, że odbiorca sam sobie dopowiada resztę korzystając z sugestii nadawcy. Może to być chęć władzy do wywołania za pomocą fake newsów określonych zachowań odbiorców (nienawiści, strachu, itp.). Może to być w końcu zamiar podtrzymania w odbiorcach wiary, czy morale.

Aby nie być gołosłownym warto przytoczyć kilka najbardziej reprezentatywnych przepadków, które pozwolą na ogólny przegląd mechanizmu funkcjonowania i skutków manipulacji informacjami będącymi cechą propagandy.

LGBT - od kilku lat jest to niejako temat dyżurny podtrzymujący wyraźny podziały między elektoratem prawicowym, a lewicowym. W mediach pojawiają się więc wrzutki mówiące np. o pobiciach jakie dokonali "działacze" LGBT. Zwróćmy uwagę, że ruch LGBT został zinstytucjonalizowany. Dodano mu fikcyjne struktury, bojówki i ideologię. Dlaczego? Pamiętajmy, iże elektorat tradycyjne prawicy to ludzie o niższym wykształceniu i nie potrafią oni wyobrazić sobie jak można być luźno związanym z jakimś ruchem. Indywidualizm jest dla nich pojęciem abstrakcyjnym.

Żydzi - nieśmiertelny nośnik negatywnych emocji dla skrajnej prawicy. Bez tego uosobienia zła oraz emigrantów skrajna prawica w zasadzie nie miała by racji bytu. Co ciekawe, członkowie (gdyż skrajna prawica to silna hierarchia i organizacja) nie biorą pod uwagę słów Romana Dmowskiego, iż prawdziwy patriota uczy się kochać swój kraj, a nie nienawidzić obcokrajowców. 
Z racji filozofii funkcjonowania PIS, która mówi "nic na prawo od PIS", partia ta cały czas czyni awanse w stosunku do skrajnej prawicy, przy czym nie przeszkadzają im ludzie pokroju Korwina-Mikke czy Brauna, z których gotowi są uczynić nawet neofitów, by utrzymać większość w sejmie lub odzyskać większość w senacie.

Antyszczepionkowcy - uznawani przez największe partie prawicowe za "pożytecznych idiotów", których można wykorzystać w dowolnym momencie do prawie dowolnych celów. Jako, iż są wyznawcami teorii pseudonaukowych bliżej im do prawicy i przez prawice są częściej używani.
Przykładem są protesty na początku maja. Prawica w mediach społecznościowych próbowała dołączyć do wszystkich opozycyjnych protestów przedstawicieli antyszczepionkowców, i próbując je ośmieszyć. Antyszczepionkowcy chętnie przystawali na to, gdyż zbliżał się z kolei termin międzynarodowego protestu tego ruchu, a każdy rozgłos się wtedy przydawał. Spójrzmy, że obecnie ruch ten jakby zniknął z przestrzeni publicznej (nie licząc wpadki prezydenta, do której to niezręcznie mu się przyznać).

Najświeższy przykład to pandemia. Prawica wraz ze znów używanym ruchem antyszczepionkowym kwestionuje istnienie pandemii. Słynne było propagandowe stwierdzenie premiera i prezydenta o opanowaniu i wygaszaniu pandemii. Dzięki manipulacjom wiedzą naukową można było zmobilizować starszych, bardziej zagrożonych zakażeniem ludzi do udziałów w wiecach i wyborach. Odpowiednie zmanipulowanie stwierdzeniami pseudonaukowymi spowoduje, iż podatni na takie teorie ludzie szybko uwierzą jednak w jej istnienie. To zaś może się przydać od usprawiedliwienia wprowadzania ograniczeń wolności społeczeństwa.

Jak widać w celach propagandowych można w zasadzie dowolnie manipulować wiedzą i generować fake newsy, by kontrolować i moderować emocje związane ze wszelkimi wydarzeniami. Pamiętajmy, że to my jesteśmy adresatami tych działań. Także na demokratycznych mediach społecznościowych (grupy, witryny, fora) takie wrzutki się zdarzają i każdy z nas użytkowników może to potwierdzić. Miejmy świadomość, iż najwięcej manipulacji informacją odbywa się w sieci, gdzie można to zrobić w sposób masowy przy minimalnych kosztach. To właśnie ich siła "masowego rażenia" czyni z nich tak okupowane przez trolli źródło wątpliwej wiedzy.

Dlatego nie wierzmy, we wszystko co czytamy. Weryfikujmy informacje w różnych źródłach (zarówno prawicowych, centrowych jak i lewicowych). Dzięki temu zyskamy szersze spojrzenie na dany problem i staniemy się de facto pogromcami głupoty, a także pogromcami trolli. To doskonały drobny wkład jaki możemy wnieść w proces powrotu demokracji i praworządności do naszego życia, a także do wymiernej eliminacji nienawiści będącej dzieckiem głupoty.
Dzieci "dobrej zmiany", czyli "Teraz, k...wa, my!"

Dzieci "dobrej zmiany", czyli "Teraz, k...wa, my!"

Wszystkie bez wyjątku partie w Polsce, cechuje podobne zachowanie po wyborach. Gdy opadnie bitewny kurz wyborów rozpoczyna się podział łupów. Zaraz po tym zaczyna się wielka czystka, by jak najszybciej obsadzić rządowe stanowiska nie tyle ludźmi mądrymi, co lojalnymi. Jak więc można nazwać rodzimych, politycznych zwycięzców skoro słynny teoretyk wojny Carl von Clausewitz mówił, iż kulturę zwycięzcy można określić po jego zachowaniu wobec pokonanego?


Na początek jednak nieco historii. O ile wszyscy chyba wiedzą co oznacza "dobra zmiana" o tyle młodsza część czytelników nie wie co to jest "Teraz, k...wa, my!" w skrócie zwane TKM. Autorstwo skrótu przypisywane jest nikomu innemu, jak... Jarosławowi Kaczyńskiemu. On to w 1997 w wywiadzie dla Gazety Wyborczej (tak, tej Gazety Wyborczej) stwierdził, iż nie będzie startował do wyborów parlamentarnych z list współtworzonej przez niego partii AWS. Tłumaczył, że w łonie samej partii utworzyła się właśnie frakcja TKM, która miast zmieniać kraj koncentrować się będzie na stanowiskach i apanażach. 
To prawda. Kaczyński swego czasu rozpowszechniał tego typu poglądy. I na tle tego co dziś prezentuje samym sobą oraz co prezentują członkowie partii, której jest wodzem, jak również wszyscy inni "krewni i znajomi królika", brzmi to jak słaby żart. A jednak.

Jak już wcześniej pisałem w zasadzie wszystkie polskie partia noszą grzech pierworodny w postaci nepotyzmu, kolesiostwa i kumoterstwa, jednakże to co obecnie prezentuje partia mylnie zwana Prawem i Sprawiedliwością woła o pomstę do nieba. Na samym początku obecnej kadencji, tzn. w 2015 roku jeszcze starano się to jakoś kamuflować, zaś wyskok w postaci Misiewicza udało się w miarę sprawnie zamieść pod dywan. Do dziś jednak postać Misiewicza pokutuje właśnie jako uosobienie niekompetentnego, pozbawionego wpływów i pisząc wprost idioty na stanowisku. W zasadzie do dziś nie wiadomo dlaczego został on rzecznikiem MON oraz szefem gabinetu politycznego. Krążą różne pogłoski. Póki co mamy kolejny kwiatek w postaci Edmunda Jannigera. To kolejny jurny młodzieniec, który u boku ministra Antoniego Macierewicza zrobił karierę, gdy w wieku 20 lat został doradcą ministra.

Skąd się bierze jak to mówiono za nieodżałowanej pani premier Szydło "Bizancjum". Otóż polską klasę polityczną z każdej strony sceny cechuje specyficzna postkomunistyczna moralność zwycięzcy. Po wyborach opada maska moralnych okowów i rozwijają się macki, które szczelnie oplatają wszelkiego rodzaju instytucje i spółki skarbu państwa, które jak gdyby powstały tylko po to, by dawać solidne wypłaty ludziom, którzy absolutnie nie mają nic wspólnego z zakresem działania tychże instytucji, czy firm. Po prostu są lojalnymi członkami partii nagrodzonymi przez aktyw "należną im" (znów zaczerpnąłem ze złocistych cytatów premier Szydło) synekurą, lub są znajomymi lub przyjaciółmi lokalnego barona partyjnego, bądź jego rodziny.

By nie być gołosłownym z najbardziej charakterystycznych tego typu postaci, które w ostatnim czasie zrobiły karierę typu "Z chłopa - król" wymienić można:
- Wojciecha Jasińskiego - niegdyś w PZPR, potem wraz z braćmi Kaczyńskimi zakładał Porozumienie Centrum. Jako członek "zakonu" (najwierniejsi z wiernych) PC zarządzał słynną spółką "Srebrna". Dziś znany z bycia etatowym członkiem zarządu w Orlenie, Energii, czy PKO BP,
- Kamil Kamiński - dobry znajomy i współpracownik Zbigniewa Ziobry. Wiceprezes Tauronu.
- Daniel Obajtek - swego czasu legendarny wójt Pcimia, który poniekąd upokorzył Donalda Tuska. Przykleiwszy się potem do Beaty Szydło rozpoczął iście dyzmowską karierę stając się najpierw prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a potem prezesem Orlenu (Można? Można!),
- Janusz Kowalski - bliski współpracownik Patryka Jakiego. Najpierw członek zarządu PGNiG, potem KGHM i Poczty Polskiej, następnie zaś w zarządzie Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. W końcu został wiceministrem aktywów państwowych,
- Grzegorz Kądzielawski - kiedyś radny z ramienia PIS, potem wyrzucony z partii związał się z partią Jarosława Gowina. Obecnie wiceprezes Grupy Azoty,
- Mariusz Grab - protegowany Joachima Brudzińskiego. Kiedyś członek zarządu województwa zachodniopomorskiego z ramienia PIS, obecnie wiceprezes Grupy Azoty. Jest także członkiem rady nadzorczej Kemipolu (firmy będącej w grupie Banku Ochrony Środowiska).

Wiele by jeszcze takich osób wymieniać. Aby uzmysłowić skalę TKM wystarczy przypomnieć, że oprócz wymienionych tutaj kilku firm skarb państwa (czyt. Zjednoczona Prawica) włada jeszcze takimi firmami jak PZU, Lotos, Polski Holding Nieruchomości, PGE, TVP SA, Enea SA i wiele wiele innych. To może nam uzmysłowić jak gęsto szafuje się nagrodami za pieniądze podatnika w spółkach skarbu państwa. Dodatkowy, gwałtowny wzrost znajomych w zarządzie będzie widać po wyborach, gdzie będą oni traktować spółki jako spadochrony po przegranych wyborach. Wystarczy przecież jeden dzień być na stanowisku, by otrzymać sowitą odprawę. Należy też zaznaczyć, że między innymi za pomocą spółek skarbu państwa finansowana była kampania wyborcza Andrzeja Dudy i bieżąca działalność partii rządzących. Odbywa się to za pomocą systemu darowizn, będących swoisty haraczem od obsadzonych członków zarządu. Proceder ten opisało szeroko na swoich stronach oko.press.

Aby uzmysłowić jak daleko posunęła się degeneracja polskiej klasy politycznej należy tutaj przytoczyć historię Zyty Gilowskiej. Była ona wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej, kiedy w maju 2005 roku odeszła z partii w atmosferze skandalu. Zarzucono jej, że zatrudniła w biurze poselskim swoją synową oraz finansowała pracę swojego syna jako doradcy prawnego. Wszystko z pieniędzy przeznaczonych na prowadzenie biura.
Cóż. Czasy się zmieniły i skala nepotyzmu również. Obecnie nie liczy się synekur znajomych w tysiącach, czy nawet setkach tysięcy złotych. Liczy się w milionach co miesiąc wypływających z budżetu państwa. A wszystko to w imię nieśmiertelnej zasady sygnującej moralność rodzących się nowych elit: "Teraz, k...wa, my!"
Copyright © Polityka z Bliska , Blogger